IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 The Coonmon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
The Coonmon

avatar

Male Liczba postów : 31
Join date : 25/06/2015
Age : 24
Skąd : Gdańsk

PisanieTemat: The Coonmon    Pią Cze 26, 2015 5:21 pm

Imię/Imiona/Przezwisko: Lena, ale nie używa imienia, każe wszystkim nazywać się "Kochana".
Nazwisko: Nie używa

Wiek (Data urodzenia): 18 lat
System: Tamer
Wygląd: Jak na dziewczynę, dość wysoką, przerosła nie jednego chłopaka. Mimo nocnego trybu życia i brak większego aktywnego ruchu, udało się jej jakoś zachować smukłą sylwetkę, być może to sprawka genów. Ma dość prostą i przyjemną twarz, którą podkreślają sporawe niebieskie oczy, by dodać im większego wyrazu, często nakłada na powieki błękitny lub fioletowy pokład. Oprócz tego nosi lekki makijaż, jasny błyszczyk na ustach i odrobinkę pudru. Jej największa chluba to długie, ciemno niebieskie włosy, choć barwa zależy głównie od światła, czasem wydają się być znacznie jaśniejsze, a czasem nawet purpurowe. Przeważnie nosi je rozpięte, jedynie idąc spać wiążę je w kucyk.
Nosi na sobie przeważnie jasno niebieską jedwabną koszulkę bez rękawów i pleców z plastikowym kołnierzem na szyi, aby miało się jak trzymać. Na to zakłada przeważnie czarny kardigan, sięgający jej poniżej ud. Jako spodnie służą jej ciemne leginsy, które ładnie przylegają do jej ciała. Stopy zaś zdobią błękitne koturny z czarną podeszwą. Ogólnie stara się trzymać dwóch odcieni, błękitu i czerni,        
Charakter:
Lena wyróżnia się z tłumu tym, że nigdy jej tam nie ma. Stara się raczej siedzieć na uboczu, w cieniu, a światła jupiterów unika jak może. Niektórzy mówią, że jest ciągle smutna, że jest odludkiem, a plotki nawet głoszą, iż jest emo. Prawda jest trochę inna... Tutaj pojawia się największy problem z Leną, ma swego rodzaju uraz, jakby nieustanie czuła się gorsza od innych, ale nie robiła nic by jakoś to zmienić. Źródła ciężko szukać, gdyż zawsze omija temat szerokim łukiem, poszlak można jedynie dopatrywać się w jej rodzinie, ponieważ jest to kolejny jej czuły punkty, przeważnie lekceważy te pytania lub wymija je jakimś prostym sposobem, lecz gdy ktoś nazbyt uciska, potrafi popaść w furię. Raczej jest spokojną duszą, nie licząc kilku rzeczy, jak naciskanie o jej krewnych oraz skrajnej głupoty, dość trudno jest ją sprowokować.
Nie lubi się w nic angażować i zajmować się innymi, śmiało można powiedzieć, że unika odpowiedzialności. Co nie jest prawdą, choć sama nie chcę się do tego przyznać. Głęboko w swoim sercu chce czuć się kochana i szanowana, marzy o tym by pewnego dnia stać się potrzebna, aby wyjść z mroku swej egzystencji i udowodnić, że ona też potrafi, że ona też może i wcale nie jest gorsza.
W rozmach z innymi wydaje się być zamknięta w sobie i dość melancholijna, czasem ma się wrażenie, iż jej nie ma. Wrażliwa na swój punkt, nie lubi gdy się z jej żartuję, przez to łatwo i często się obraża. Stara się zachowywać neutralne stosunki z innymi, nie zależy jej na przyjaciołach, ani na wrogach.
Można ją określić więc jako personę, której rozum chce żyć w wiecznym cieniu, podczas gdy serce rwie się do wielkich czynów.    
Historia:
Noc zapanowała już dawno nad miastem, które ucichło, niczym z dawna opuszczona droga.
Nieprzenikniona cisza, jedynie szum wiatru, jakoby przed nadciągającą burzą przestroga.
Pierwszy błysk pioruna był bodajże hasłem, aby ciemne, ciężkie chmury wypuściły na raz łzy swoje.
Następnie pokaz błyskawic jak przedstawienie teatru, hałasując przy tym jak na bitwę maszerujące woje.
Któż w taką pogodę wyszedłby z domu? Lecz chyba odpowiedź szykowała się sama.
Przez mroki metropolii, w pogardzie mając szpony deszczu, biegła bez chwili wytchnienia, młoda dama.
Odziana tak, że wyjść w burzę nie strach nikomu, bez parasola, bez kurtki, ni nawet płaszcza.
Jej to nie przesadzało, pędząc dalej bez żadnego lamentu, za odzienie nie dałaby ani kawałeczek palca.
Przed czym tak uciekała? Też chciałaby znać odpowiedź, mimo tego biegu nie zatrzymywała.
Być może coś co zrobiła za tym stało, a może nawet co coś zrobić dopiero zamierzała?
Dziura w krawężniku, przyszłych wydarzeń zapowiedź, lecz przez mokrą wizję, zobaczyć jej nie zdoła.
Bolesny upadek w kałużę to i tak za mało, w tę noc, w tę myśli, nic ją nie pokona.
Wstała z ziemi z obdartymi kolanami, gotowa, zdeterminowana by uciekać dalej.
Gdzie? Nieważne, nieistotne wcale, byle ku nowej przyszłości i to wspaniałej!
Koniec z przeszłością, została w domu wraz z zabawkami, żadnych kontaktów, żadnych wspomnień.
To co z nich pozostanie to jedynie detale, od teraz tylko ona, nigdy więcej jakiś upomnień.
Niestety nic nie może trwać wiecznie, z każdym nowym krokiem ubywało jej siły.
Fizyczne i psychiczne zarazem, czując jak wyrzuty sumienia ją dusiły.
Czy dobrze robi, a nie sprzecznie, czy na pewno to jedyne słusznie rozwiązanie?         
Może sama jest sobie teraz katem, a zbiegostwo to tylko tchórzliwe zagranie?
Zresztą gdzie ona będzie żyć, czy zdoła zarobić na własne utrzymanie?
A jeśli będą ją szukać, czy już na zawsze uciekinierem pozostanie?
Już nawet o wolności nie wolno marzyć, tylko żyć w teraźniejszości nieustannie?
Z siebie wszelkie nadzieje wypłukać, czekają aż, być może, przyjdzie zbawienie?
Toksyczne myśli dwoiły i troiły się jej w głowie, nadając jej ucieczce kolejną przyczynę.
Zaczęła pędzić przed strachem przed samą sobą, wątpliwości zjadały od środka dziewczynę.
Na jej policzku łza czy kropka nie wiedzieli aniołowie, przez gęsty deszcz zostawały jedynie domysły.
Wątpliwości i sprzeczne wizje były jej chorobą, dawno skończyły się na to niefortunne rozdanie pomysły.
Biegła więc przed siebie, jak najdalej od boleści, starając się jakoś ubłagać nogi o jeszcze jeden krok.
Nie chciała podjąć żadnej decyzji, już nie potrafiła, wybranie jednej opcji był dla niej jak wiary skok.  
Czy tak wygląda koniec tej opowieści? Na zawsze w deszczu, zagubiona w szponach świata?
Nagle, znikąd jakaś niezwykła siła, zerwała ją z nóg i porwała bez śladu do digiświata.

Trudno powiedzieć, co się stało, błysk i nagle znalazła się na ziemi. Upadła dość mocno na pośladki, ale to nie był największy problem. Zobaczywszy gdzie się znajduje, krzyknęła z przerażenia, ale dziwaczne miejsce nie zniknęło, więc zrobiła jedyną słuszną rzecz, krzyknęła jeszcze raz, jeszcze głośniej.
- Kochana, spokojnie! - odparł jej wrzaskiem ktoś za jej plecami.
Głos był dziwny, niby męski, ale taki wysoki, zaintrygowana, odwróciła się. Wtedy krzyknęła jeszcze raz i jeszcze głośniej niż do tej pory. Przed nią stał mały niebieski smok z żółtym "V" na czole. Przerażone dziewczę popełzło do tyły, jak najdalej od dziwnego stwora.
- Robiłem już lepsze pierwsze wrażenie - oznajmił smok, trudno było wywnioskować po tonie czy mówił poważnie, czy tylko żartował.
- Czym... kim ty jesteś?! - wybełkotała, będąc, według niej, odpowiednio daleko.
- Jestem V-mom! - przedstawił się dumnie, chciał już wykonać krok do nieznajomej, ale ta go uprzedziła i wystawiła przed siebie otwartą dłoń, na znak stopu.
- Nie podchodź! - chciała by jej głos wydał się groźny, ale zdoła się wydobyć jedynie paniczny pisk.
- Spokojnie, kochana. - Smok próbował jakaś ją uspokoić, ale sama jego aparycja stała mu na przeszkodzie. - Jedynie co mogę ci zrobić, to złamać ci serce! - dodał szarmanckim tonem i uśmieszkiem godnym rasowego casanovy.
- Czy... ty mnie podrywasz? - Pomimo tego, że nagle znalazła się w innym świecie, a przednią stał gadający gad, to właśnie to, że on się do niej przystawiał było dla niej najdziwniejsze.
- A dobrze mi idzie?
- Poważnie mówię, przestań, to obrzydliwe!
V-mon zesmutniał, w jednym zdaniu dostał kosza i został nazwany obrzydliwym, jego serduszko zabolało go mocno.
Korzystając z okazji, dziewczyna podniosła się, próbując ogarnąć gdzie jest. Była to jakaś wielka, pusta polana, oprócz paru krzewów niewiele więcej szło to znaleźć. Słońce świeciło wysoko na niebieskim niebie. Po ulicy i deszczu żadnego śladu, co ciekawe, jej ubrania były całkowicie suche.
- Słuchaj Vincent - zwróciła się do smoka. Choć nie była z tego zadowolona, był obecnie jedyną istotą, która mogła jej coś jakoś wyjaśnić, a nawet pomóc. - Gdzie my jesteśmy?
- W digiświecie - odpowiedział, teraz to on był odrobinę zbity z tropu.
- Aha... - Nazwa zupełnie nic jej nie mówiła, zupełni nic. - Czyli?
Stworek przyłożył pięść do ust, zastanawiając się jak jej to powiedzieć.
- Nie umiem ci tego wytłumaczyć, ale oni powinni wiedzieć.
- Oni? Vincent, jacy oni? - rzekła całkowicie zdziwiona niebieskowłosa, jeden gadający stwór to i tak dużo jak dla nią, a co dopiero jeśli ma ich być więcej.
- V-mon - poprawił ją na szybko. - Ty naprawdę nic wiesz? - spytał się z wielkimi oczami, a sama twarz dziewczyny mówiła mu, że nie kłamię. - Dobrze, zerknij do kieszeni.
- Przecież tam nic nie mam... - odparła zirytowana, ale i tak wsadziła tam rękę, może dlatego, że chciała mu udowodnić, że się myli, albo i dlatego, że w tym miejscu wszystko może być możliwe. Wielkie było jej zdziwienie gdy poczuła coś twardego i zimnego. Wyciągnęła dziwne, małe urządzenie, które widziała pierwszy raz na swoje oczy.
- Co.. to jest? - zapytała się oczarowana przedmiotem.
- Digivice, znaczy, że jesteś moją panią! - oznajmij zadowolony.
- Świetnie, po prostu świetnie - rzekła z nieukrywaną nutą sarkazmu w głosie. Cóż to była za ironia, a najlepsze, że tylko ona to dostrzegała. - Niby co mam z tym robić?
- Wytłumaczę ci po drodze.
- Drodze dokąd?
- No... do nich.
Niebieskowłosa miała szczerą ochotę strzelić go w łeb, ale jakoś się powstrzymała, nie wiadomo zresztą jakby zareagował, a nóż odgryzłby jej rękę czy coś.
- Ale po co? - pochwyciła nowy temat, bo coś czuła, że z tamtym za daleko nie zajdzie.
- No.. by ich powstrzymać.
- W sensie mam iść do nich, by mi wszystko powiedzieli, a potem mam ich powstrzymać? - Lena czuła jak głowa zaczyna jej pękać.
- Nie, mamy do nich iść, a ich, ich mamy powstrzymać! - prawie warknął zirytowany smok, jak ona mogła jeszcze tego nie złapać?!
- V! Nie mówisz z sens!
- Bo ty mnie nie słuchasz!
Dwójka była już gotowa pójść ze sobą na noże, nie ma co, wspaniały początek znajomości.
- Mamy iść do nich do wioski, oni ci powiedzą wszystko! Wtedy będziesz mogła powstrzymać innych ich! Capisci?!
Nie wytrzymała, w przeciągu mini sekundy znalazła się przy stworku i zdzieliła go pięścią w głowę.
- Ała! - krzyknął z ból smok. - Za co to niby?! - spytał się z ogromnym wyrzutem, masując miejsce gdzie przed chwilą oberwał.
- Wciąż nie mówisz z sensem! - warknęła. - Mogłeś też od razu powiedzieć, że mówisz o dwóch różnych grupach!
- A gdybyś... - V-mon ugryzł się w język, widząc jej wściekłe spojrzenie. - Przepraszam... - wymamrotał pod nosem.
- Co takiego, nie dosłyszałam! - Usłyszała i to całkiem wyraźnie, ale chciała poszydzić chwilę z niego.
- Przepraszam! - smok wydobył z siebie wyższy głos niż się spodziewał i od razu zasłonił usta. Lena nie zareagowała, nawet trochę zrobiło się go jej żal, nie powinna była tak reagować.
- To co V, idziemy? - zaproponowała, by załagodzić sytuację. Nie była zadowolona z nowej sytuacji, ale jak na razie jest to lepsze niż bieganie w deszczu.
Na pyszczku stworka ponownie pojawił się uśmiech.
- Jasne... w sumie nie przedstawiłaś mi się...
- Owszem.
Nagle zapanowała niezręczna cisza.
- Więc jak mam na ciebie mówić? - spytał się po chwili obustronnego nic nie mówienia.
- Kochana - odparła. - To całkiem miła odmiana - dodała sobie w myślach.
- No więc kochana, czuję, że to początek nowej, wspaniałej przyjaźni...




A może i czegoś więcej!
- ZAPOMNIJ!

Rodzina:
Ma obu rodziców i starszą siostrę, lecz unika tematu jak ognia.
Towarzysz/Towarzysze: Nope

Digimony:

Nazwa Digimona: V-mon
Imię: Vincent, w skrócie "V"
Poziom: 7
Atrybut: | Typ: | Rodzina:
Ataki:
V-Shot (V-Strzał)  – Strzela w przeciwnika małym pociskiem energii
V-mon Punch (Cios V-mona) – Cios naładowanej energią pięści
Charakter i Historia: Niezwykle śmiały i prostolinijny, wieczny lovelas, nieudolnie szukający swojej drugiej połówki. Zarywa do wszystkiego co się rusza, a nawet do tego co nie. Mimo, że ciągle żyję z głową w chmurach, można na nim polegać. Odważny i zawsze pierwszy do boju. Uwielbia dobry żart, nieważne czy on jest jego sprawcą, czy ofiarą.  
Jego historia jest prosta i dość smutna zarazem. Wykluł się jako samotne jajo i od tej pory był sam. Wcześnie musiał nauczyć się dbać o siebie, przez to potrafi poradzić sobie w najtrudniejszych warunkach. Uzyskawszy formę Child, postanowił poszukać sobie towarzystwa, gdyż miał dość samotności. Niestety zabrał się za to w zły sposób.
Mimo, że inne digimony przewracają oczami na jego widok, wiedzą, że jakby co, mogą na nim polegać.    
Płeć: Facet

Linia Ewolucji:
Spoiler:
 

Box | Bank
Ekwipunek:
- 4400$
- Digivice
- 6x Pakiet Danych
- All-unit Patch

_________________


Ostatnio zmieniony przez The Coonmon dnia Sro Lis 11, 2015 2:51 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ihasabucket.com/
Ayame

avatar

Female Liczba postów : 59
Join date : 10/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: The Coonmon    Pią Cze 26, 2015 5:47 pm




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
The Coonmon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Digimon Quartz :: Strefa Przygód :: Karty Postaci-
Skocz do: